Relacje

poniedziałek, 20 maja 2019

100 MILES OF BESKID WYSPOWY


Cisza, w sąsiednich autach pewnie już dawno śpią, a ja wciąż wpatruję się niebo w hotelu "pod tysiącami gwiazd". Sięgam myślami wstecz, wszak to tu narodziła się moja pasja przeszło 10 lat temu. W tych z pozoru niewielkich górkach, w pocie, łzach i krwi narodziłem się na nowo. Mimo że od tego czasu podziwiałem nocne niebo na dziesiątkach tras, w przeróżnych rejonach i górach świata, to zawsze z wielkim sentymentem wracam do Beskidu Wyspowego.
W dobie wszechobecnej mody na bieganie, gdy imprezy powstają jak grzyby po deszczu. Kiedy nie problemem jest "czy pojechać", ale "gdzie". Łatwo jest popaść w pewnego rodzaju rutynę wybierając imprezy i trasy które dobrze znamy, które lubimy. Dobrze jest jednak spróbować czegoś innego, czegoś nowego, czegoś czego jeszcze nie biegliśmy. Staram się nie popadać w rutynę.

Pierwsza edycja - to jest coś na co zawsze lubię jechać. Z jednej strony jedna wielka niewiadoma, może jeszcze niedopracowana w 100%, mogą zdarzyć się jakieś wpadki, ale organizowane przez ludzi z pasją dla innych ludzi z pasją. To co mnie w nich przyciąga to fenomenalna atmosfera charakterystyczna dla małych imprez lub tych naprawdę trudnych (z kategorii dla kosmitów). Wiem, że z czasem sława o nich się rozprzestrzeni, staną się kultowe, zapisy będą się kończyć po kilku minutach. Atmosfera nadal będzie, ale już troszkę inna. 

100 miles of Beskid Wyspowy to impreza organizowana przez Agnieszkę Faron i Michael Nowicki. Termin - długi weekend majowy, miejsce już sama nazwa imprezy wskazuje :-)   
Ponad 1200 km na kilkunastu edycjach Kieratu (maraton na orientację), Ultra Trail Małopolska 170, kilka mniejszych imprez typu Dusiołek Górski (prawie na orientację ;-) ). Nie ma drugiego tak złażonego przeze mnie miejsca jak Beskid Wyspowy. Wiem jaki jest piękny, ale również jak może być męczący. Górki może i niewielkie, ale strome i kamieniste. Do tego z pogoda potrafiącą się zmieniać błyskawicznie. Oj będzie gdzie się zmęczyć.
 

Baza, start i meta umieszczona przy boisku LKS Zalesianka, miejsce o tyle ciekawe, że dokładnie pośrodku niczego :-) ale z bardzo fajnym widokiem. Zawsze jak tu jestem zastanawiam się kto wpadł na pomysł budowy boiska piłkarskiego tak daleko od miejscowości.
Etap pierwszy - Zalesie (start) - Zalesie (67km).
Startujemy o 6 rano, pogoda nawet lepsza niż była zapowiadana. Od samego początku biegnie się fajnie, no bo z górki :-). Niestety przyjemność z biegu kończy się dla mnie już na 7 km wraz z pierwszym asfaltem. Ostry ból w prawym kolanie zaatakował znienacka. Entuzjazm został zastąpiony irytacją, wszak nie po to tu przyjechałem, aby skończyć po kilkunastu kilometrach. Wyprzedzany przez kolejnych zawodników walczę z każdym kilometrem. W walce tej nie pomaga to, że na tym etapie spore fragmenty trasy przebiegają drogami asfaltowymi. Co jak co ale, miłośnikiem asfaltu to ja nie jestem. 26 km Góra Zyndrama - pierwszy punkt kontrolny, mimo problemów z nogą ciągle w limicie więc lecę dalej
Zaczyna padać deszcz,  kolejny punkt za 15km z czego większość to drogi asfaltowe, mnie napieprza kolano. Miodzio!!! Kocham ten sport!!! Na punkcie w Łukawicy wcinam dwie zupki, które zdecydowanie poprawiają mi humor.
Pępówka, Łyżka, Kuklacz, Golców kolejne górki zostają za plecami, pogoda zaczyna się poprawiać i z kolanem też jest jakby lepiej. Jeszcze tylko Ostra i Cichoń i kończę etap pierwszy ponownie przy boisku.
 
 
Etap drugi - Zalesie (67km) - Jurków (93km)
Tak nawet jakoś szybko to poszło.  Praktycznie zero asfaltu z główną atrakcją  w postaci pasma Łopienia.   
 

Punkt w Jurkowie umieszczony jest w budynku OSP, fajna atmosfera  nie ułatwia opuszczenia tego miejsca. 45 minutek więc zamienia się w sjestę na mięciutkiej kanapie do tego herbatka, kawka. Ale niestety trasa sama się nie zrobi więc pora się pożegnać. Obsługa punktu odprowadza mnie jeszcze kawałek wskazując dokładnie gdzie mam iść. Wydaje się oczywistym, że jak trasa się przecina to trzeba zachować czujność, ale jak usłyszałem nie dla każdego,
 
Etap trzeci -Jurków ( 93km) - Jurków (139km)
Jak podeście pod Ćwilin nawet poszło szybko, tak zejście z niego ciągnęło się w nieskończoność. Temperatura spadła chyba w okolice zera. Zmęczenie i zimno spowodowało że dodatkowo musiałem walczyć z sennością i niestety z walki ten nie wychodziłem obronie. Lecąc na autopilocie łatwo się jest zapędzić w niewłaściwą drogę wiec telefon z trakiem co chwila lądował w mojej dłoni.  No cóż bywało lepiej ale nie ma co się rozczulać wiem że z nastaniem świtu będzie znacznie lepiej. Ogorzała, Kiczora, Jasień, kawałek asfaltem aby zawinąć trasę i zahaczyć o Kiczorkę. Tutaj na miejscu organizatorów przyszłościowo pomyślałbym o jakimś dodatkowy punkcie pośrednim w Półrzeczkach. Jak to się mówi okazja czyni złodzieja, a jak impreza się rozrośnie to kto wie czy nie znajdzie się ktoś taki, co skorzysta z okazji i zamiast 15km przez Jasień przeskoczy 500m od razu na Kiczorkę, lub zamiast  9km z Półrzeczek od razu poleci te 800m w kierunku Jurkowa. W pierwszej chwili takie postępowanie wydaje się to nie do pomyślenia, ale w dużo biegach startowałem i nie jedno już widziałem :-(. 
Etap czwarty - Jurków (139km) - Zalesie (159km)
Znowu fajnie się rozmawia na punkcie w OSP, ale do mety niedaleko. Pozostało już tylko przeskoczyć Mogielicę ;-) a potem tylko w dół (prawie). Słońce miło grzeje więc nie śpieszę się jakoś bardzo. Wiem że meta jest już na wyciągniecie ręki.
 
100 miles od Beskid Wyspowy - kończę  z czasem 33:51 zajmując 17 miejsce na 47 startujących. Czas taki sobie, a miejsce całkiem niezłe?? Czas - wiadomo, jak się kuśtyka przez pierwsze 50km to nie ma co liczyć na więcej. Miejsce - sam się dziwie dlaczego takie, patrząc na przebiegi to w zasadzie każdy etap pokonywałem dużo wolniej niż inni. Ot zagadka. 

      
Trzeba przyznać że trasa została fajnie wymyślona. Zwiedzamy praktycznie wszystkie górki Beskidu Wyspowego położone na południe od drogi 28. Wydawało by się że trochę za dużo jest asfaltu na pierwszym etapie, ale z drugiej strony coraz ciężej znaleźć tutaj drogę, która by nie była wyasfaltowana. Super atmosfera na punktach. To co powinno być na fajnej imprezie biegowej - było :-) W zasadzie nic więcej nie potrzeba do szczęścia. Wielkie dzięki!!!

Kto się zastanawia co można robić za rok w maju to śmiało może zaklepywać sobie termin na przyszłoroczną edycję 100milesofbeskidwyspowy.com




     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz